Jak nie szukać pracy w IT #1

W całej Polsce mamy rynek pracownika. Słyszymy o tym z telewizji, Internetu, radia czy prasy. I to prawda, przynajmniej z moich osobistych obserwacji – wszyscy ludzie, których znam mają pracę, rozwijają się, awansują, lepiej zarabiają i wiedzie im się dobrze. Sytuacja ta znajduje zwłaszcza zastosowanie w branży IT, w której siedzę po uszy. Coroczne podwyżki to standard, który i tak może nie wystarczyć na zatrzymanie nawet średniego programisty. Ba, pracy nie trzeba nawet szukać – często odezwie się sama do Ciebie przez rekruterów czy działy HR. To też prawda. Wszystko to przeżyłem całkiem niedawno i stąd wziął się ten artykuł.

Stało się. W mojej poprzedniej pracy zrezygnowali z usług oddzielnych Scrum Masterów (2 na zespół) na rzecz jednego Senior Agile Coacha i Scrum Masterów / Developerów (50:50 etatu). Decyzja z finansowego punktu widzenia całkiem niegłupia, choć praktyka projektowa mówi coś zupełnie innego. Nie mi to oceniać, cokolwiek bym powiedział, decyzja i tak zapadła. To nie jest też miejsce na odgryzanie się i malowanie swojej osoby jako niezbędnika każdego zespołu Scrumowego z fatalnymi konsekwencjami po rezygnacji z moich usług. Trzeba było wziąć się w garść i znaleźć nowego klienta, przecież to takie proste w tej branży…

Błąd #1 – praca zaraz będzie

To przeświadczenie towarzyszyło mi przez pierwsze kilka tygodni szukania pracy – chociaż może szukanie to zbyt mocne stwierdzenie. Będąc świadom, że moja ostatnia zmiana pracy była bajecznie prosta i łatwiejsza od spacerku po parku (mniej się zmęczyłem podpisując umowę i wręczając wypowiedzenie), byłem przekonany, że tak będzie i tym razem. Przecież to IT, tutaj nie może się nie udać.

I to rodzi duży problem. Z jednej strony takie nastawienie zachęca do podejścia na luzie. Złóż parę CV, a potem wróć do swoich zajęć. Wyjdź wieczorem na piwo i pogadaj ze znajomymi, jak to fajnie, że zaraz zmienisz pracę i będziesz lepiej zarabiać. Z drugiej natomiast – daje fatalne przeświadczenie, że tak naprawdę nie możesz nic zrobić, bo praca będzie zaraz. To chyba najgorsze, co mnie spotkało w tym roku.

Wyjazd ze znajomymi za miesiąc? A skądże, przecież zaraz będziesz miał nową pracę i nie wiesz, czy będą urlopy, czy nie (bo na B2B to nie zawsze pewne – a ja nie zdzierżyłbym nawet dnia bez dodatkowego zarobku). Duże plany na przyszłość, zmiany w życiu? OK, ale nie teraz – zaraz przecież będzie nowy klient i wtedy wraz z nową falą zmienisz siebie, a przy okazji dopasujesz się do nowych warunków. Nowe projekty prywatne, nowe hobby, itd? Nie teraz, najpierw zmień pracę, a potem ogarniesz.

W ten sposób zleciały mi właściwie 2 miesiące. 2 najmniej produktywne miesiące życia od kiedy sięgam pamięcią. Miałem tyle czasu na zrobienie fajnych rzeczy i załatwienie swoich spraw, a nie zrobiłem praktycznie nic. Najgorsza historia przydarzyła się mojemu małemu projektowi dotyczącemu restoracji muscle cara sprzed kilkunastu lat. Miałem tyle czasu, żeby zrobić coś ze skrzynią biegów, a nie zrobiłem nic. Teraz stoi w garażu i przeczekuje zimę – jedynym pocieszeniem jest fakt, że i tak bym nim teraz nie jeździł…

Błąd #2 – przecież ja już to wiem

Nie uważam się za złego Scrum Mastera. Daleko mi też do popadania w samozachwyt, więc nie powiem, że jestem świetnym Scrum Masterem. To ocenia organizacja. Moje rozstanie z poprzednim klientem odbyło się na dobrych stosunkach z opcją powrotu w przyszłości, gdyby się coś zmieniło (z opcji tej z wiadomych przyczyn nigdy nie skorzystam). Możliwe, że to było tylko takie gadanie, ale idąc na rozmowy czułem się dobrze.

Znasz takie uczucie, kiedy po rozmowie wydaje Ci się, że było super, a jednak dostajesz odmowę? Bo ja znam je bardzo dobrze. Przygotowywałem się do tych spotkań tyle, o ile. Coś wiedziałem o firmie, miałem swoje poprzednie doświadczenia, byłem przekonany, że się z tego wybronię. Zdarzało się, że przychodziłem na żywioł, zwłaszcza na początku – przecież jeszcze chwilę temu byłem w pracy, więc wiem, jak się to robi!

Powiedzieć, że to był błąd to powiedzieć za mało. Może i wypadałem świetnie, ale jednocześnie kopałem pod sobą grób nawet nie mając o tym pojęcia. Bo co z tego, że mogę opowiedzieć parę fajnych historii z moich poprzednich prac, skoro zaraz wykładam się na prostej teorii? Co z tego, że ogarnąłem całą zawieruchę z niepełnymi wymaganiami RODO i sfrustrowanym zespołem w jednym Sprincie, skoro palnąłem na rozmowie, że Scrum Guide zachęca do używania Story Pointów? Co z tego, że widziałem uśmiechy członków zespołu na rozmowie, jak potem stwierdziłem, że w sumie mógłbym pomóc im w developmencie w wolnej chwili? (Wtedy byłem przekonany, że to bardzo duży atut – dopiero jedna znamienna rozmowa wyprowadziła mnie z błędu).

Ciężko mi zliczyć, ile razy takie małe głupoty mnie położyły. Dopiero po kilku rozmowach zacząłem pochłaniać na nowo teorię, zaakceptowałem swoją niewiedzę i ćwiczyłem składność i spójność wypowiedzi. Kolejne kilka rozmów zajęło mi stanie się w tym dobrym. Gdybym od początku zaakceptował, że jest przede mną dużo pracy, a na każdą rozmowę trzeba przygotować się od początku – droga ta byłaby o wiele krótsza.

Błąd #3 – ufaj firmom outsourcingowym

Kolejnym i ostatnim na dziś błędem było moje bezgraniczne wręcz zaufanie do firm outsourcingowych. Szczerze mówiąc nie wiem, skąd to się wzięło. Raz miałem bardzo pozytywne doświadczenie pracując dla takiej spółki, ale raz to o wiele za dużo na tak głupią naiwność, jaką się wykazałem. O czym mowa? Już tłumaczę.

Firma outsourcingowa zawsze trochę podkoloruje sytuację. Oni wiedzą, że rynek jest pełen ofert. Oni mają świadomość, że muszą Cię jakoś zachęcić i zatrzymać z decyzją. To takie małe rzeczy, których nie nazwałbym złymi praktykami – po prostu trzeba wyrobić sobie na nie odporność. Nikt nie chce źle, bo na takim kontrakcie zarabiasz i Ty, i firma – ale czasami nie ma sensu brnąć w takie relacje.

Przykład? Dostaje informację o rekrutacji na Scrum Mastera, oferta wygląda pięknie, wszystko mi pasuje. Przygotowuję się do rozmowy (tak, to już był ten etap). Na rozmowie dostaję pytanie – czy czuje się Pan lepiej w roli Scrum Mastera, czy Delivery Managera? Odpowiadam oczywiście, że Scrum Mastera (w końcu to rozmowa na Scrum Mastera, nieprawdaż?) – i w tym właśnie momencie się pogrzebałem. Późniejsze pytania dotyczyły bardziej roli DM, a ostateczny feedback – że poszukują kogoś, kto połączy te dwie role, więc nie mnie. Wiem, że na pewno dało się z tego jakoś na rozmowie wybrnąć – ale wystarczył mały insight od firmy outsourcingowej i być może całej sytuacji dałoby się uniknąć.

Inna sytuacja? Po pierwszej rozmowie w dużej firmie dostałem zielone światło. Telefon z rana z pozytywnymi wieściami, że super, że gratulują. Umówione spotkanie z dyrektorem klienta i zaraz później w siedzibie firmy na podpisanie umowy. Informacja, że to już w sumie formalność, że klient szuka kogoś na szybko i Pan idealnie wpisuje się w te warunki. Poszedłem więc… i miałem jeden z najgorszych szoków w swojej karierze.

Dyrektor zaprosił innego Scrum Mastera na spotkanie. Merytorycznie wypadłem bardzo dobrze (taki feedback też dostałem później), ale przy odpowiedzi dowiedziałem się, że… dadzą znać w ciągu tygodnia, bo nic nie ustalali z firmą outsourcingową i mają jeszcze kilka takich. Po przyciśnięciu reprezentatki firmy szybko poszła odmowa i sprawa została zamknięta. Zamiast jechać na podpisanie umowy, pojechałem do kiosku po fajki… i nauczyłem się bardzo boleśnie, że takie opowieści o tym, że to już tylko formalność można włożyć między bajki.

To tylko początek moich błedów.

Kolejny odcinek już wkrótce. Mam nadzieję, że ten dał Wam trochę do myślenia i nie będziecie takimi przegrywami jak ja, idąc na kolejne rozmowy 😉

Na koniec warto dać pełen update – znalazłem pracę i czuję się z nią świetnie. Czy było warto tak się męczyć? Na pewno, ale do tego powrócę jeszcze w przyszłych wpisach.

Tomek Opublikowane przez:

Jestem Scrum Masterem w branży e-commerce i zarządzam projektami IT dla klientów. Spełniam się też jako handlowiec i front-end developer. Zbieram zegarki, jaram się technologią i nauką (fizyka, astronomia, biologia). Potrafię uwarzyć własne piwo, zrobić sesję zdjęciową i tworzyć muzykę. Prowadziłem kiedyś bloga lifestylowego. Potem przestałem, żeby zacząć zarabiać pieniądze. Spełniłem swój cel i wracam do pisania.