Ciekawość świata – od Konrada

Ostatnio, gdy Tomek pisał swój artykuł dotyczący gwiazd, uznałem, że to co jest w nim zawarte jest tak oczywiste i powszechnie znane (od około 10 lat pasjonuję się fizyką), że pisanie na ten temat nie ma najmniejszego sensu. Wtedy jednak zostało mi uświadomione, iż ludzie wcale o tym nie wiedzą. Mimo, że jest to bardzo prosty fakt („pochodzimy od gwiazd” – jasne, że tak! bo niby skąd?!), to jednak wiele osób nie zdaje sobie z niego sprawy. Można bardzo łatwo zauważyć, że jest naprawdę niewielu pasjonatów nauk przyrodniczych. Przecież nauki takie jak fizyka, chemia czy biologia są jednymi z największych osiągnięć ludzkości. Wyjaśniają one wiele z zachodzących zjawisk, pozwalają lepiej zrozumieć otaczający nasz świat, poszerzają horyzonty oraz, co najważniejsze, ukazują nam ukryte piękno Wszechświata. Dlaczego?

Nie ma niczego bardziej pasjonującego, niż zgłębianie tajemnic funkcjonowania świata. Czemu więc tak niewiele osób jest tym zainteresowanych? Czy obecnie znaczna większość społeczeństwa jest pozbawiona ciekawości świata? Wątpię. Odpowiedzi doszukuję się w naszym systemie edukacji i sposobie w jaki prowadzona jest nauka przedmiotów ścisłych.

((( Tekst ukazał się pierwotnie na jednym z moich blogów – Nieżyciowi, którego prowadziłem wraz z czwórką przyjaciół. Jego autorem jest Konrad – obecnie doktorant fizyki kwantowej na University of Columbia w Nowym Jorku. To od niego „podłapałem” zainteresowanie nauką. Uznałem, że warto przenieść go na LifePM – oczywiście za zgodą autora. )))

Przypomnijcie sobie swoje pierwsze lekcje z, chociażby, fizyki. Czym się zajmowaliście? Przeliczaniem jednostek, ruchem prostoliniowym, ruchem po okręgu i innymi podstawowymi zagadnieniami. Gdzie w tym wszystkim magia? Jak można się czymś takim oczarować i zainteresować? Po prostu nie da rady. Traktujemy taki przedmiot jako kolejny z cyklu „do zdania”. Gdy sam rozpoczynałem zajęcia z fizyki czy chemii, nie widziałem w tej metodzie nauczania niczego złego. Pasję do tych przedmiotów znalazłem w inny sposób, także szkoła mi nie musiała pomagać. Dopiero gdy pojechałem na wolontariat do Indonezji, gdzie pracowałem w gimnazjum, zobaczyłem, że można to robić inaczej.

Tam mianowicie nikt na początku niczego konkretnego się nie uczy. Uczniowie nie muszą zapamiętywać wzorów, nie muszą wkuwać żadnych regułek, nie muszą rozwiązywać zadań. Uczniowie w Indonezji słuchają opowieści o Wszechświecie. Poznają nauki przyrodnicze od ich najbardziej atrakcyjnej oraz najistotniejszej strony. Odkrywają je oni jako opis świata i zachodzących zjawisk, słuchają o rzeczach niedostrzegalnych na co dzień, o obserwacjach na pierwszy rzut oka niedorzecznych i niesłychanych. Dopiero na kolejnym etapie edukacji, gdy już zauważyli co tak naprawdę można zobaczyć i zrozumieć dzięki tym naukom, zabierają się do pracy nad podstawami i przegryzają się przez cały ciężki materiał wypełniony schematami, diagramami i równaniami matematycznymi. Mają jednak do tego motywację.

Powiedzcie, czy nie lepiej, w trakcie pierwszego kontaktu z nauką, porzucić temat poruszającego się klocka, a rozpocząć opowieść o tym co nas otacza? Czy na przykład słyszeliście, że cały nasz obserwowalny świat materii złożony jest tylko z 12 podstawowych cząstek oddziałujących za pomocą tylko 4 oddziaływań? Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że ponad 99% objętości każdego przedmiotu, w tym i Waszego ciała, to próżnia, a prawie cała masa jest skupiona w maleńkich centrach atomów? Czy wiedzieliście chociażby, że fale radiowe, mikrofale w domowej mikrofalówce, światło i promieniowanie rentgenowskie w szpitalnych urządzeniach to jedno i to samo – fala elektromagnetyczna różniąca się tylko energią? Czy takie proste fakty nie pobudzają wyobraźni o wiele bardziej niż zadanie dotyczące spadającej piłki?

Może zamiast zadania o grzałce w dzbanku czy o żarówce i oporniku, lepiej pokazać uczniom jak umierają gwiazdy albo w jaki sposób upływ czasu zależy od miejsca, w którym się znajdujemy. Może wtedy uczniowie sami z siebie zaczną zajmować się ruchem prostoliniowym, ponieważ zauważą co mogą znaleźć na końcu tej drogi. Wystarczy, że zostaną na początku zainspirowani, a nie zniechęceni, a znaleźć inspirację w naukach przyrodniczych nie jest trudno! Jakim niesamowitym szokiem było dla mnie przeczytanie pierwszy raz o paradoksie bliźniąt, jak bardzo inspirujące było spojrzenie na zdjęcie zachodu Słońca na Marsie, jak cudowne było usłyszenie o tym, że nawet cząstki materii są falami!

Inspirację można znaleźć również i poza fizyką, o której tu głównie pisałem. Czy na lekcjach chemii nie byłoby lepiej na początku opowiedzieć o działaniu aspiryny zamiast szukać współczynników liczbowych w równaniach reakcji? Czy nie ciekawiej byłoby zaprezentować kilka wybuchowych eksperymentów albo pokazać uczniom jak uzyskać wszystkie kolory tęczy? Czy nie można opowiedzieć o tym skąd się bierze różnorodność pierwiastków, zamiast kazać uczyć się ich właściwości?

W przypadku biologii weźmy chociażby sposób funkcjonowania komórek. Jaką niesamowitą rzeczą jest to, że wiele procesów na poziomie molekularnym, związanych na przykład z oddychaniem komórkowym, sprowadza się de facto do przenoszenia elektronów z cząsteczki na cząsteczkę. Jakże nieziemsko mądry i intrygujący jest sposób kodowania informacji w DNA czy RNA. Jak fascynującym tematem wyjaśniającym wiele obserwacji jest teoria ewolucji! Ba, nawet w geologii (będącej w szkole częścią geografii) można odnaleźć inspirację. Na trzynastoletnim uczniu opowieść o tworzeniu się planety, jej wieku, składzie i metamorfozach nie może nie wywrzeć żadnego wrażenia.

Gdybyśmy na początkowych etapach edukacji nauk przyrodniczych, w miejsce nudnych i nieciekawych tematów oraz uczenia się formułek i rozwiązywania zadań, zajęli się tematami najbardziej inspirującymi i najbardziej pobudzającymi wyobraźnię, moglibyśmy zainteresować uczniów i zmotywować ich do dalszej pracy w tych dziedzinach. Nawet jeśli to nie zostałoby osiągnięte, to te wszystkie niecodzienne, ale zarazem prawdziwe, zjawiska byłyby powszechnie znane. W tym momencie giną one jednak pośród nudnego wertowania zbiorów zadań…

Tomek Opublikowane przez:

Jestem Scrum Masterem w branży e-commerce i zarządzam projektami IT dla klientów. Spełniam się też jako handlowiec i front-end developer. Zbieram zegarki, jaram się technologią i nauką (fizyka, astronomia, biologia). Potrafię uwarzyć własne piwo, zrobić sesję zdjęciową i tworzyć muzykę. Prowadziłem kiedyś bloga lifestylowego. Potem przestałem, żeby zacząć zarabiać pieniądze. Spełniłem swój cel i wracam do pisania.