Ach, te komentarze

Internet od początku lansowany był jako medium, w którym każdy może mieć swoje małe miejsce, prawo głosu oraz swobodnie wypowiedzieć swoje zdanie i skomentować dowolną treść. Ta piękna z założenia reguła jest dziś zarówno ostoją, jak i paskudną plagą globalnej Sieci. Ostatnimi czasy zdaje się jednak przechylać ku temu drugiemu. Komentarze służą niezwykle pożytecznemu celowi – dzięki nim czytelnik ma możliwość dowiedzieć się więcej o przedstawionym w artykule zagadnieniu, poznać zdanie innych osób, a także zainteresować się powiązaniami z innymi, potencjalnie równie interesującymi treściami. Ale jak ma się to do wymienionych przeze mnie w pierwszym akapicie wolności?

Idei ostoi wyjaśniać nie trzeba – mimo iż po ostatnich działaniach NSA i aferze z Edwardem Snowdenem pojawia się coraz więcej głosów o końcu wolności w Internecie, jak na razie ma się ona bardzo dobrze. O co więc chodzi z tą plagą? Żeby sobie to uzmysłowić, wystarczy spojrzeć na praktycznie dowolne miejsce w Internecie – od początkującego blogaska po wielkie serwisy informacyjne.

 

Nie wiem, więc się wypowiem

Praktycznie dowolny bardziej poczytny tekst w serwisach pokroju TVN24 czy Onetu zawiera co najmniej kilkaset komentarzy. Większość z nich jednak nie nadaje się nawet do częściowego przytoczenia przed jakimkolwiek kulturalnym gremium – pełne są nienawiści, wyzwisk, oskarżeń i zwyczajnego wyżywania się. Co bardziej elokwentny „komentator” opowie jeszcze o winie Tuska, zjedzie rząd, sejm, POlaczków-cebulaczków, Rosję, własną żonę, teściową itd. Czasami spotkamy się również z jakże trafnymi porównaniami Polski z Zachodem (bo ciocia była na wycieczce, więc wiem jak tam jest) i kolejnymi stwierdzeniami, że to wszystko jednak wina Tuska i katastrofy smoleńskiej. Pod każdym artykułem.

Tę sytuację jestem jednak w stanie w jakiś sposób zrozumieć – serwisy te z definicji otwarte są na wszystkich internautów i notują po kilkanaście milionów UU miesięcznie. Samo prawdopodobieństwo mówi nam, że raz na jakiś czas trafi się tu sfrustrowany frajer, który w obliczu nudnego żywota przeleje swoje żale i kretynizmy na klawiaturę, a poprzez nią – do szerokiego grona odbiorców. Na szczęście też komentarzy i informacji jest tam tyle, że takie pożałowania godne barany pozostaną tam, gdzie jest ich miejsce – w mrocznych odmętach sieci, do których nikt nie zagląda.

W zalewie powszechnej miernoty, kompleksów i nicości intelektualnej czytanie komentarzy użytkowników w serwisach informacyjnych kompletnie mija się z celem.       Poza chlubnymi wyjątkami nie wnoszą one nic do tematu, a mogą jedynie spowodować zdziwienie i poskutkować zastanawiającym pukaniem się w czoło czytającego. Czy gdzie indziej jest lepiej?

Wydawałoby się, że wraz ze zmniejszeniem ogólnej liczby użytkowników spada też prawdopodobieństwo wykazania przez nich niezmierzonej tępoty i frustracji – niestety, okazuje się, że jest to spadek niewystarczający. Przyjrzyjmy się teraz portalom technologicznym.

 

Masz iPhone’a? Jak możesz? Jesteś debilem!!!111jeden

Spider’s Web, AntyWeb, PCLab czy dobreprogramy to sztandarowe przykłady tego, że Polacy są zainteresowani nowymi technologiami i z radością chłoną wszelkie informacje z rynku nowych technologii. Komentują również – ale czy na pewno warto jest te komentarze czytać?

Mam tutaj mieszane uczucia. Faktycznie, poziom dyskursu jest o wiele wyższy, niż na portalach informacyjnych. Oszołomów również tu sporo mniej. Ich rolę przejmują za to fanboje i hejterzy – osoby chyba równie znudzone swoim życiem, ale bardziej zmotywowane do działania.

I tak praktycznie pod każdym newsem o nowym sprzęcie Samsunga można poczytać o tym, jaki to Szajsung i że Apple jest lepsze. Dowiesz się też, że to jednak Apple jest do dupy, a Samsung ma najlepsze sprzęty na świecie. Merytoryki tam tyle, co na posiedzeniach polskiego sejmu – najważniejsze są przecież emocje. Trzeba jednak przyznać, że dyskusje bywają czasem ciekawe i w głębi ducha czytelnik zastanawia się, kto wygra. Z reguły wygrywa ten bardziej zajadły i hejtujący, powodując poddanie się bardziej spokojnego przeciwnika. Kto wie, może ten odkrył, że są ważniejsze sprawy, niż udowadnianie sobie kto ma większego (smartfona, oczywiście) i po prostu wyszedł na dwór?

Osobną kategorię tworzą hejterzy z zasady. I tak, kiedy nowa firma stworzy swój najbardziej zajebisty i wyczesany pod każdym względem flagowy produkt – Ci i tak znajdą w nim coś złego. Bo to bateria za mała, bo Full HD na 5 calach to bezsens, bo oprogramowanie jest do kitu. Aż dziw bierze, że nie zarabiają oni grubej kasy na testowaniu sprzętu dla firm. Może dlatego, że smęcenie i ujadanie, że coś jest złe to po prostu jedyna rzecz, na którą ich stać?

Mimo wszystko jednak komentarze na portalach technologicznych prezentują poziom i niekiedy po ich lekturze można dowiedzieć się naprawdę ciekawych rzeczy, które rozszerzają temat i rzucają na niego nowe światło. Musisz tylko omijać walczące ze sobą o pietruszkę bandy kretynów. Wbrew pozorom po chwili wprawy nie jest to aż takie trudne 😉

Nie bez powodu przytoczyłem tu przykład Spider’s Webu i AntyWebu. Co prawda są to ogromne i niezwykle poczytne blogi technologiczne, ale zachodzi na nich również zjawisko znane praktycznie każdemu autorowi bloga. To komentarze czytelników, które odnoszą się bezpośrednio do autora, a nie do treści.

 

Ad Personam, czyli gdy brakuje mi argumentów

Tutaj jest już pełna samowolka, a jad, żółć i krew leją się litrami. Pal licho świetny i ciekawie napisany tekst. Nieważne, że przeczytało go kilka tysięcy osób i zebrał mnóstwo lajków. Trzeba przecież wbić szpilę w ten cały sukces – skoro nie osiągnął go komentujący, to autor nie ma ŻADNEGO PRAWA OSIĄGNĄĆ GO PRZED NIM!!! Dlatego trzeba zrugać, zmieszać z błotem i ośmieszyć.

Możesz stwierdzić, że przeginam, ale spójrz proszę na niektóre komentarze pod przeróżnymi artykułami na mniejszych lub większych blogach. Zawsze znajdzie się jakiś hejter, który odniesie się ad persona. I tutaj pojawia się prawdziwa siła rażenia komentarzy w polskim internecie – mogą naprawdę zaszkodzić. Bo blogerzy to nie firmy. To istoty ludzkie z różną pewnością siebie, odpornością na stres i krytykę (zwłaszcza personalną). Niejedna tragedia wydarzyła się z powodu takiego idioty, który zamiast robić coś produktywnego – zajadle krytykował autora tylko dlatego, ze ten mu się po prostu nie spodobał.

Furorę na Blogway.it (coś w rodzaju „forum” blogerów stworzone przez Kominka) zrobiła swego czasu historia o blogu wędkarskim, którego autor był nagminnie nękany przez jednego, chorego psychicznie osobnika. Frajer ten nie tylko pisywał oszczerstwa w komentarzach, ale nagrywał też hejterskie filmiki na YouTube i wydzwaniał po kilka razy dziennie (!) do autora z inwektywami. Sprawa przeniosła się do sądu. I mam nadzieję, że ten ku przestrodze orzeknie wysoką karę dla stręczyciela.

Osobiście w trakcie prowadzenia swojego poprzedniego bloga (takiego pod psuedonimem) spotkałem się z negatywnymi komentarzami kilka razy. Jeżeli ktoś miał konstruktywne argumenty – wchodziłem w dyskusję i nie raz przyznawałem rację. Nigdy jednak nie tolerowałem wycieczek personalnych i starałem się usuwać takie osoby z bloga czym prędzej – zarówno dla dobrego samopoczucia czytelników, jak i swojego. Bo strona internetowa (a zwłaszcza blog) jest tym Twoim małym miejscem w sieci, w którym to TY, a nie ktoś inny ma czuć się dobrze.

 

Wiele razy słyszymy, że nasz kraj jest daleko za Zachodem. Pod względem komentarzy jednak tak nie jest. Opisywany tu fenomen zdaje się występować równie mocno na całym świecie. I jakkolwiek dalej uważam, że to tylko niewielki ułamek wszystkich internautów, tak dość dobitnie świadczy on o pewnego rodzaju ludzkich skłonnościach. Faktycznie – ewolucyjnie z pewnością jesteśmy o wiele bardziej predysponowani do emocjonalnego wyrażania poglądów. Warto jednak wykorzystać relatywnie najpóźniejszy efekt doboru naturalnego (korę czołową), aby skutecznie powstrzymać pierwotne instynkty.

Tomek Opublikowane przez:

Jestem Scrum Masterem w branży e-commerce i zarządzam projektami IT dla klientów. Spełniam się też jako handlowiec i front-end developer. Zbieram zegarki, jaram się technologią i nauką (fizyka, astronomia, biologia). Potrafię uwarzyć własne piwo, zrobić sesję zdjęciową i tworzyć muzykę. Prowadziłem kiedyś bloga lifestylowego. Potem przestałem, żeby zacząć zarabiać pieniądze. Spełniłem swój cel i wracam do pisania.