7 Kroków do pokonania sesji

Sesja. Na większości polskich uczelni wyższych rozpoczęła się właśnie najbardziej mroczna część całego procesu studiowania. Co najgorsze, będzie trwała jeszcze cały, dobry miesiąc. Ta letnia jej część nie jest już jakoś szczególnie zaskakująca – w końcu wszyscy wcześniej przeszli już tę zimową. Mimo wszystko lato ma to do siebie, że jeszcze ciężej jest się uczyć. Jak żyć? Jak pokonać ten trudny okres? Zapraszam po garść sprawdzonych porad!

Co zrobić, żeby nie dać się sesji letniej? Cóż, większość osób stwierdzi, że należy się po prostu uczyć. Tylko weź wytłumacz to żądnemu życia i zabawy studentowi, który ma wertować książki, gdy na dworze jest ponad 30*C, a wieczorami kluby są pełne imprezowiczów. Dodajmy do tego fakt, że literatura na egzamin jest często trudna w odbiorze i mamy gotową receptę na katastrofę edukacyjną i wrzesień. Czyżby? Nie sądzę!

1. Przede wszystkim, olej te cholerne książki (jeśli nie są ciekawe)

Czytałeś kiedyś jakiś akademicki podręcznik od deski do deski? Mi się zdarzyło. To była trauma. Niestety, większość publikacji naukowych napisanych przez naszych drogich profesorów i doktorów nie nadaje się do normalnego czytania. Pełne są wyniosłego języka akademickiego, który – nie owijając w bawełnę – stylem, ciekawością i polotem nie grzeszy. Jeśli więc nie czytać książek, to co?

Odpowiedź jest prosta – slajdy i notatki. Jeśli jakimś cudem Twoja uczelnia tkwi jeszcze w epoce baroku i wykładowcy nie udostępniają slajdów, zawsze ktoś na roku ma dobre notatki. Często wystarczy tylko zapytać, aby je otrzymać. Ba – nie musisz nawet robić tego osobiście, wystarczy zadać pytanie na grupie na Facebooku (no bez jaj, to już studenci każdej uczelni powinni zrobić).

Nie wierzysz? Miałem ostatnio kolokwium z „matematyki finansowej”. Nie miałem notatek, a zostały mi 3 godziny na naukę. Co zrobiłem? Wyszedłem na fajkę i zagadałem do kilku osób. Znalazłem w końcu dziewczyny, które kolokwium miały przede mną. Po krótkiej chwili rozmowy dostałem cały plik notatek. I coś jeszcze cenniejszego! Co?

2. Szanuj rocznik starszy i osoby, które zdawały przed Tobą

Magiczne pytanie, które zawsze daje dobre efekty – „Wiecie może, co było ostatnio?”. Nieważne, czy zadasz je poprzedniemu rocznikowi, czy osobie, która przed chwilą wyszła z sali. Oni i tak pamiętają – nawet, jeśli nie wszystko – to wyrywkowo. Zbierz kilka relacji takich osób i nagle okaże się, że ogarniasz, czego można się spodziewać.

O dziwo okazuje się też, że niektóre pytania się powtarzają – i tu możesz być prawie pewny, że będziesz miał to samo. Jakże prosty jest obowiązek edukacji, gdy wiemy dokładnie, czego powinniśmy się uczyć…

Aha – jeśli jesteś już ostatnim rocznikiem – zapraszam ponownie na grupę na Facebooku lub przeprowadzenie badań wśród znajomych. Na pewno jest ktoś starszy! 🙂

3. Przestań uczyć się cały miesiąc!

Nie ogarniam zachowania niektórych studentów. Przychodzi czerwiec i nagle spora część osób zamyka się w swoich domach, wypija tony energetyków lub kawy i przystępuje do nauki (przy okazji niszcząc swój organizm). Nauki tak nieskutecznej i beznadziejnej w skutkach, że nawet szkoda gadać.

Masz egzamin 20 czerwca, a zaczynasz na niego naukę już na początku miesiąca? Przecież to gotowa recepta na totalną katastrofę i niezdany egzamin! Naukowcy już dawno stwierdzili, że najlepsze efekty przynosi nauka maksymalnie na 3 dni przed – wtedy masz najlepsze szanse zapamiętania i dobrego przyswojenia materiału. Wszystko, co robisz przed kreuje ryzyko, że te cenne godziny, które wyrywasz sobie z życiorysu równie dobrze mógłbyś wyrzucić do śmietnika. Podoba Ci się taka perspektywa?

Osobiście mam na to jeszcze inne rozwiązanie. Dosyć odważne i niepewne, ale w większości przypadków przynosiło efekty.

4. Nie ucz się w domu, idź na uczelnię

W domu spędzamy najwięcej czasu, toteż ma on najwięcej potencjalnych rozpraszaczy. Laptop na biurku, radio, telefon i inne rzeczy, które skutecznie odciągają człowieka od nauki. I jak tu w tym całym harmidrze uczyć się statystyki matematycznej albo historii sztuki współczesnej? A to zaraz ktoś napisze na fejsie, a to pojawi się nowy odcinek ulubionego serialu. Przewalone…

Dlatego od pierwszego roku studiów stosuję sprawdzony schemat – chcę się uczyć, to jadę na swoją uczelnię, siadam i się uczę. Bez komputera, z wyciszonym telefonem i z teczką pełną notatek lub tabletem pełnym slajdów. Siedzę tam i chłonę wiedzę kilka razy szybciej, niż w domu – bo nic mi nie przeszkadza. A jeśli mam jakieś wątpliwości, to istnieje ogromna szansa, że ktoś również uczy się do tego samego egzaminu – w końcu to ta sama uczelnia i ten sam wydział…

Nie ogarniam, dlaczego ludzie chodzą do wielkich, publicznych uczelnianych bibliotek, zamiast do swojej wydziałowej (jeśli taka istnieje – jeśli nie, to zrozumiałe). Po pierwsze, szansa spotkania ludzi z tego samego kierunku jest tam prawie zerowa. Po drugie – zanim tam wejdziesz i znajdziesz miejsce, minie sporo tak cennego przecież czasu.

Tyczy się to zwłaszcza Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, która jeszcze przy okazji może poszczycić się beznadziejnym dojazdem i masą lanserów w środku 😉

5. Nie spinaj się – to przecież nie koniec

Czasami pomimo wszystkich tych dobrych chęci nie udaje się. Egzamin oblany, dupa, nic z tego nie wyszło. Co teraz? NIC. Życie idzie dalej. Masz jeszcze wrzesień, dyżury i inne dodatkowe terminy, o które możesz z powodzeniem walczyć. To naprawdę nie jest trudne.

Zastanawia mnie fakt, że tak wiele osób przejmuje się egzaminami w ogóle. Nie chodzi już nawet o ich niezdanie – sam fakt podchodzenia do nich sprawia, że stają się kłębkiem stresu. A przecież taki egzamin nic nie znaczy. Nie płacisz za niego, nie dostaniesz lania za niezdanie, nie trafisz pod most… A co najważniejsze, masz jeszcze co najmniej jedną dodatkową szansę.

Czasami nawet przeniesienie egzaminu na wrzesień jest o wiele lepszym pomysłem, niż zaliczanie go z wieloma innymi w czerwcu. Zrobiłem kiedyś ze „statystyką opisową”, najcięższym przedmiotem w roku akademickim. W ten sposób bez żadnego problemu zaliczyłem te mniej trudne egzaminy i miałem dodatkowe 2 miesiące, aby przygotować się do dania głównego (chociaż i tak zacznąłem tuż przed egzaminem – ale już z czystym umysłem).

6. Chodź na dyżury

Dyżury to sprawa często bagatelizowana, a niezmiernie ważna. Pozwól, że opowiem Ci historię, która najlepiej opisuje ich ważność.

Dawno temu miałem egzamin z mikroekonomii. Prowadziła go całkiem miła, choć konkretna pani docent. Jak to mam w zwyczaju, na kilka godzin przed egzaminem mój stan wiedzy był bardzo słaby. Nauka nie szła mi najlepiej, bo notatki, które otrzymałem różniły się w niektórych punktach i nie miałem pojęcia, co jest prawdziwe, a co nie (czasami istnieje takie ryzyko, ale to nie znaczy, że masz teraz olać wszelkie notatki!). Co więc zrobiłem? Ano, poszedłem na dyżur i przyznałem się, że niewiele umiem. Tuż przed egzaminem.

Jakież było moje zdziwienie, gdy pani docent wytłumaczyła mi WSZYSTKIE zadania, z którymi do niej przyszedłem. Ba, nie tyle wytłumaczyła, co nawet je ze mną rozwiązała i powiedziała dokładnie, na co mam zwrócić uwagę pisząc egzamin (oznaczenia na wykresach itd.). Byłem w totalnym, mega pozytywnym szoku.

Nietrudno zapewne Ci się domyślić, że zaliczyłem ten egzamin bez problemu. Wszystko tylko i wyłącznie dlatego, że postanowiłem wpaść an dyżur z pytaniem, którego większość studentów bałaby się przed egzaminem zadać.

7. Inny termin bez poprawki

Czasami zdarza się, że po prostu nie możemy pojawić się na danym egzaminie. Abstrahując już od problemów rodzinnych, wyjazdów, pracy czy innych rzeczy – po prostu nie da rady. I już. Czy wtedy wszystko jest stracone? Gdzie tam.

Wystarczy napisać maila albo przyjść na dyżur i porozmawiać. Wytłumaczyć sprawę i poprosić o możliwość pisania w innym terminie. Przecież ten sam egzamin piszą też wieczorowi i zaoczni. Większość profesorów pozwala bez żadnego problemu pisać egzamin czy kolokwium z inną grupą – w końcu i tak wpisują ocenę na numer indeksu, a nie numer z dzienniczka w grupie.

To tyle. Jak widzisz, sesja wcale nie jest taka straszna i istnieją proste i sprawdzone metody radzenia sobie z nią i zaliczania kolejnych egzaminów bez jakichkolwiek konsekwencji. Życzę Ci powodzenia i trzymam kciuki!

Zapisz się do newslettera!

Dołącz do osób, które regularnie otrzymują ostre i kontrowersyjne treści, które z racji charakteru bloga nie nadają się do publikacji.
Tomek Opublikowane przez:

Jestem Scrum Masterem w branży e-commerce i zarządzam projektami IT dla klientów. Spełniam się też jako handlowiec i front-end developer. Zbieram zegarki, jaram się technologią i nauką (fizyka, astronomia, biologia). Potrafię uwarzyć własne piwo, zrobić sesję zdjęciową i tworzyć muzykę. Prowadziłem kiedyś bloga lifestylowego. Potem przestałem, żeby zacząć zarabiać pieniądze. Spełniłem swój cel i wracam do pisania.